Dobrze
pamiętam dzień, kiedy ogłosili to publicznie: nastąpiła zmiana, „spowolnienie”.
Dni i noce wciąż się wydłużały. Odmierzanie czasu za pomocą zegarów i
kalendarza straciło sens.Świat się zmieniał, lecz nie wszystko zmieniało się razem z nim. Nowy rok szkolny zaczął się tak jak zawsze, choć kazano nam ignorować dzwonki. A ja nie przestałam marzyć o tym, iż pewnego dnia Seth na mnie spojrzy. Nawet kiedy miesiąc zamienił się w siedem zachodów słońca, właśnie to było najbardziej niewiarygodne: „Julia!”, dwie sylaby mojego imienia wykrzyczane przez niego na wietrze.
Jak silne mogą być uczucia, kiedy równowaga między światłem a ciemnością ulega całkowitemu rozchwianiu? Czy jest sens nadal kochać, przyjaźnić się, wybaczać, być wiernym, skoro jutro może nigdy nie nadejść?
Komentarz:
,,Świat się zmienia, ale nie wszystko musi się zmieniać razem z nim.”
Końce
świata zazwyczaj są niespodziewane, gwałtowne i wręcz ekstrawagancko szybkie, a
kiedy już do nich dochodzi to z przyczyn równie oczywistych: a tu kosmici
atakują, tam meteoryt rozwali księżyc albo pół Ziemi, ludzie zdetonują
atomówki, zakaźny wirus szybko się rozprzestrzeni albo najzwyczajniej w świecie,
nastąpi jakiś kataklizm typu trzęsienie ziemi. Znamy te schematy z filmów,
seriali i książek. Jednakże nie było nigdy tak, by nasz świat dążył bez jasnej
przyczyny do powolnego końca, którego nie da się powstrzymać. Nie da! Więc co zrobić
ze świadomością, że umrzesz wraz z Ziemią? Jak postępować w te krytyczne dni? Odpowiedzią
poniekąd jest Wiek cudów.
